wtorek, 15 lipca 2008
partnerski mindmelding
Bycie w długotrwałym związku jest trochę jak mind-melding lub mind-connecting. Człowiek przestaje odróżniać swój własny umysł od umysłu partnera. smutki, radości, kłotnie, wszystko przeżywane jest wspólnie... prawie bez dystansu. Zwłaszcza jak się razem mieszka i widzi się co dzień stany umysłowe drugiej osoby. jak druga połowa jest smutna, od razu człowieka dopada smutek i melancholia.. jak jest wkurzona.. udziela się nam jej wkurzenie... trudno w pewnym momencie dociec kto na kogo bardziej wpływa i kto nadał początek tym nastrojom... zaczynamy oczekiwać od drugiej osoby tego, co w danym momencie potrzebujemy (tak jakby ona miała potrzebować tego samego!) trudno mówić o mind-redeangu (czytaniu umysłu).. to jest już raczej złączenie umysłów... Wystarczy wyjechać gdzieś na tydzień i wrócić i stwierdzić.. "O rany!! On ma osobny umysł! On jest autonomiczną jednostką, która mysli po swojemu!" Co za fundamentalne odkrycie...
wtorek, 05 lutego 2008
Muzycy, tancerze i kognitywiści...
A teraz z kolei natchnęło mnie... "Marzy mi się taka konferencja! Muzycy, tancerze i kognitywiści!" ... olśniło mnie...!!! Naprawdę mnie olśniło... Eureka! Gdybym teraz siedziała w wannie jak pewien starożytny myśliciel, to bym chyba w niej zatańczyła.
Wcinając pinkerowski "słuchowy sernik" jak proustowską magdalenkę...
Piszę tekst o muzyce bardzo naukowy... brakuje mi chwilami natchnienia... i nagle sięgnęłam do "Dikandy"... muzyki folkowej z którą wiążą się moje najbardziej ekscytujące wspomnienia z młodości... założyłam słuchawki na uszy i stanęły mi łzy przy piosence "świeci miesiąc świeci"! nagle przywołały mi się wszystkie moje wspomnienia zczasów licealnych, z czasów studiów... głównie wspomnienia z tańców, z teatru z J&J oraz wsponienia koncertów zespołu "manasrytm" ... i nagle stanął mi przed oczami obrazek jak stoję na scenie i recytuję Szekspira i wchodzi "nie mogę zapomnieć, nie mogę zapomnieć..." ... Tam się zachmurzyło gdzie zaświtać miało, tam (coś pięknego) z wiatrem uleciało... (przeminęło z wiatrem;) Zjadam właśnie Pinkerowski "auditory cheesecake" niczym Proustowską magdalenkę... a moje łzy w oczach, a moje łzy w oczach obeschnąc nie mogą ;-) W moim dzieciństwie, mój tato, jak widział, że cos mnie dręczy, pytał: "I jak tam, gra muzyka?" ;-)))
poniedziałek, 04 lutego 2008
Życie, Kostka Rubika i "efekt Mozarta"
Pewien bardzo blizki mi mężczyzna został opętany przez kostkę Rubika... Najpierw, zanim jeszcze potrafił ją układać, męczyło go rozgryzienie zagadki ułożenia kostki serią najprostszych algorytmów. Kiedy w końcu nauczył się układać najprostszymi algorytmami, zapragnął układać ją jak najszybciej. Ponieważ jednak algorytmy najprostsze nie równają się algorytmom najszybszym zaczął uczyć się na pamięć wszystkich 60 najszybszych acz nienajprostszych algorytmów. Praca ta mentalna zajęła mu sporo czasu. Kiedy już nauczył się wszystkiego na pamięć zaczął ćwiczyć prędkość i zdolności manualne... wreszcie potrafił ułożyć kostkę Rubika w 20 sekund serią algorytmów wymyślonych przez znaną matematyczkę Jessicę Fridrich. Postanowił wystartować w zawodach światowych. Udało mu się zająć 8 miejsce. Miał czas 18,89583217 sekundy. Przed nim byli tylko: Rosjanin z czasem 18,000469162, Wietnamczyk z czasem 18,00012957, Marokańczyk z czasem 17,0194893902, Sycylijczyk z czasem 16,09158928,Węgier z czasem 15,98392807, Chińczyk z czasem 14,67287689 oraz Japoński robot z czasem 3 sekundy na miejscu pierwszym... Ideałem speedcubera jest to, by stać się jak najszybszą układarką do kostek... (Życie jest trochę jak kostka Rubika - wielobarwne i bez dobrego algorytmu ciężko jest je szybko ułożyć...) Moja rada: Każdy speedcuber powinien przed ułożeniem kostki słuchać przez 10 minut Mozarta. Ponoć słuchanie Mozarta przez 10 minut przed wykonaniem zadana przestrzenno-logicznego zwiększa wydajność (tzw. "efekt Mozarta") ... no chyba, ze sędziowie na World Rubik's Cube Camp uznaliby Mozarta za "środek dopingujący";) Oczywiście to by wyjaśniało dlaczego robot japoński był najszybszy... Nie od dziś wiadomo, iż Japończycy są wytrawnymi koneserami muzyki klasycznej ;-)
Stworzenie Świata przez definiowanie... (ostensywne)
Fresk Michała Anioła "Stworzenie Adama" powinien w rzeczywistości nazywać się: "Definicja ostensywna palca bożego" bądź w zależności od punktu patrzenia "Definicja ostensywna palca Adamowego" (tzw. tworzenie przez ostensję/ przez wskazywanie czyli przez definiowanie tu: ostensywne) Ponad dwa lata i ćwierć wieku temu rodzice nieopatrznie dali mi na drugie "Ewa"... Dziś na deser jedliśmy pieczone jabłka z cynamonem... Pomimo, iż w naszej przypowieści pominięte zostało "drzewo", przykład egzegetyczny każe wnioskować, iż zanosi się na jakieś wygnanie z raju oraz przywdzianie odzienia na goliznę filozoficzną...
piątek, 25 stycznia 2008
drabina po raz wtóry, czyli narzędzia filozofii
Traktat drabiniczny C.D. ...ewolucja średniowiecznych umysłów.. drabina bytów.. zadanie do wykonania: odrzucić drabinę bytów uprzednio po niej się wspiąwszy;-) a co na to św. Tomasz? :-) ... bluźnierstwo czy niedorzeczność? :-)
piątek, 30 listopada 2007
źródło pojamnikowacenia wszechświata ;-)
Śniło mi się że jechałam z Polski autobusem do Lille... z mojej świętej pamięci psem Karusiem, (który mimo, iz minęło 4 lata od jego śmierci, wciąż mi się czasem jeszcze śni;). Autobus był zapełniony samymi Francuzami, więc miałam lekki problem z komunikacją językową. Ale jakoś dawałam radę. Autobus był wielopiętrowy i Karuś ciągle mi uciekał, biegał z 1 kondygnacji na drugą... prześlizgiwał się jamnikowato tam gdzie ciężko było się wślizgnąć człowiekowi ;-) W pewnym momencie, pomimo językowego niezrozumienia wszyscy Francuzi wyczuli o co biega i wszyscy zaczęli biegać za Karusiem... !!! Źródłem pojamnikowacenia wszechświata stał się mój "Still Alive" Karuś ;-) Tymczasem sen mi się tak jamnikowato wydłużył, że niepostrzeżenie z przerażeniem odkryłam, iż przebudziłam się o 13! Zapomnialam nastawić sobie budzik... na szczęście mam dziś wolny dzień :-) zabieram się do dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugiej roboty ;-) PS. Źródłem pokundlenia wszechświata jest niewątpliwie Fibi ;-)
środa, 28 listopada 2007
Koło hermeneutyczne/koło w rozumieniu
Taki wiersz napisałam kiedys o kole w rozumieniu ;-) bądź może raczej o kole w nie-po-rozumieniu ;-) Na początku Bóg wepchnął w spiralny wszechświat kropki wirujące chaotycznie tornado z prędkością Alefa Zero pohukujące czasem jak sowa w ciemnym zaułku Cogito choć niekoniecznie Sum [znacznie gorzej jest z Ergo] lecz częściej jednak mruczące pędząc nie z własnej woli że nie chce twić w bagażniku ludzkiej niedomyślności dziesiąte u wozu koło hermeneutyczne króre w krąg swojego błędu ignotum per ignotum bez skutku jak Sędzia nam terkoce... "Nie podsłuchujcie cytatów swoich bliźnich".
Still Alive
Obejrzałam kolejny raz dokument o Kieślowskim... zawsze mnie jednak to wzrusza... ta jego postawa skromnego, acz pewnego siebie intelektualisty i poszukiwacza... wędrowca intelektualnego... jeśli miałabym wymienić kilkadziesiąt rzeczy które mnie wzruszają... to między nimi znalazłoby się życie Kieślowskiego. takie, jak je znam z opowiadań blizkich mu osób... niespełniony do końca mimo zatrważającego zaangażowania w swoją pracę.. wciąż niespełniony... wciąż nienasycony... i pytanie o granice tego nienasycenia jest jak pytanie o granice ludzkiej wytrzymałości... "najcekawsza jest droga" ale być ciągle w drodze... to ciągle napotykac na coś nowego.. ciągle poszukiwać... chyba że droga jest kolista... still alive? tj. wieczny powrót... tylko w pamięci
Pułapki Hiperwyobraźni
Wszystko jednak wskazuje na to, że posiadam hiperwyobraźnię, która lada chwila może przerodzić się w wyobraźnię patologiczną (?) :-) :-) :-) Czy wyobrażenie drabiny bez szczebli to iluzja wyobrażeniowa sprzecznego obiektu? albo się widzi drabinę razem ze szczeblami albo się widzi dwa pałąki... więc sprzeczność ta jest tylko w języku... to tak jakby komuś przyśniła się "drzazga morza" i "odmienna analogia" chce mi się spać... choć przede mną tekst o interpretacji i rozumieniu...
|
|